Witamy
„Paradoksalnie mamy tendencję by poświęcać mnóstwo czasu na zarabianie pieniędzy, prowadzenie biznesu, gonitwę za sukcesem, a zaniedbujemy to co jest naszą najcenniejszą własnością – czas na to ku czemu zostaliśmy stworzeni: wspólnotę”
- John Ortberg
„Bóg jest Miłością”
sobota, 8 maja 2010r.
Zawsze myślałam, że moje relacje z Panem Bogiem są dobre. Starałam się wypełniać Boże przykazania i żyć zgodnie z Bożą nauką. Nie ukrywam, że niegdyś wiara kojarzyła mi się głównie z pokorną postawą, strachem przed skutkami nieposłuszeństwa Bogu i bojaźnią przed karą za popełniane grzechy. Wiedziałam, że wiele zawdzięczam Bogu, że wszystko dobre, co spotkało mnie w życiu, to Jego zasługa. Bywało też tak, że jak nie pamiętałam, co to jest zmartwienie, nie pamiętałam też o Panu Bogu. Czasami brakowało w tym wszystkim zrozumienia. Czasami okoliczności sprawiały, że pamięć o Bogu budziła się wtedy, gdy dotykały mnie niepowodzenia.
Świadectwa z Rekolekcji Wakacyjnych - Różanystok 2009
środa, 23 grudnia 2009r.
Mam na imię Jacek. Chciałbym podzielić się swoim świadectwem. Dla mnie był to rzeczywiście wyjątkowy czas. Już pierwszego dnia, pierwsza modlitwa - mogę powiedzieć, że takiej modlitwy nie przeżyłem już bardzo długo, myślę, że od kilkunastu lat. Tak samo jeśli chodzi o rekolekcje, był to wyjątkowy czas działania Pana Boga dla mnie. Jestem niezmiernie ciekawy, co będzie dalej, bo mam takie wrażenie, że Pan Bóg coś nowego zaczyna, a czas pokaże, jak to będzie wyglądać. Muszę też powiedzieć, że Pan Bóg pokazał mi taką ciekawą rzecz: wcześniej było tak, że bardzo chcieliśmy i bardzo pracowaliśmy na to, aby modlitwy wyglądały tak, jak na tych rekolekcjach i bardzo się modliliśmy, mocno pracowaliśmy, aby tak było. Modliliśmy się z wielkim wysiłkiem: „przyjdź Duchu Święty”, ale to nie wychodziło tak jak chcieliśmy, przynajmniej kiedy ja prowadziłem te modlitwy. Tutaj muszę powiedzieć, nie musiałem się w ogóle starać. O czym to świadczy? Że Duch wieje, tam gdzie chce, to On czyni w nas przemianę. I może nam się wydawać nie wiadomo co, ale kiedy wrócimy do Białegostoku może być inaczej, bo Duch wieje tam, gdzie chce. To, że dzisiaj te modlitwy wyglądają inaczej, to nie znaczy, że tamten czas był gorszy, po prostu musimy uczyć się przyjmować, to co Pan Bóg daje i wydawać owoce, tak jak Pan Bóg na to pozwala w danym czasie. Chwała Panu. Amen.
„Teraz wiem – Jezus jest drogą”
środa, 14 października 2009r.
O „Alfie” dowiedziałem się od żony. Powiedziała mi, że w naszym kościele w Jurowcach będą rekolekcje i zaproponowała, żebyśmy tam poszli. Umówiliśmy się, że jak się nam spodoba to będziemy chodzili, jak nie - to nie. Najpierw poszła Kasia (moja żona) razem z Basią, naszą sąsiadką. Zachęcały mnie abym i ja spróbował. Chęci zbyt wiele nie miałem i zawsze znajdywałem wymówkę.
"Trafiony przez Słowo"
środa, 26 sierpnia 2009r.
Było lato i właśnie skończyłem liceum. Moi koledzy albo gdzieś powyjeżdżali albo pracowali. Ja natomiast nic nie robiłem i bardzo się nudziłem. Z tego wszystkiego zacząłem czytać różne książki o interesujących mnie ponadnaturalnych właściwościach człowieka, czego dziś nikomu nie polecam. Pewnego dnia, będąc w bibliotece, zauważyłem „Nowy Testament”. Przypomniałem sobie, że jedna z tych książek, które wcześniej czytałem wspominała coś o Biblii. Postanowiłem więc ją wypożyczyć, po czym wróciłem do domu i może nawet tego samego dnia zacząłem ją czytać. We wstępie było napisane, że jeszcze żadna książka nie zmieniła tak życia ludzkiego jak Pismo Święte.
"...Bóg skruszył mur nienawiści w moim sercu..."
środa, 25 lutego 2009r.
Nie da się opowiedzieć mojego życia szybko, więc proszę o cierpliwość i wyrozumiałość tych, co czytają moje świadectwo.
Urodziłem się w rodzinie katolickiej, wierzącej tradycyjnie. Sześć dni tygodnia moje, a niedziela dla Pana Boga. Szybko wyczułem fałsz tej ideologii i odrzuciłem ją, chociaż miałem dwie natury. Jak służyłem do mszy przy ołtarzu było we mnie pragnienie Boga, natomiast jak szedłem na podwórko: hulaj dusza piekła nie ma. Nauka nie sprawiała mi kłopotu, ale nie miałem chęci się uczyć, bo podwórko było ciekawsze. W podstawówce pojawiły się papierosy i alkohol. Byliśmy z paczką kolegów łobuzami i wszędzie było nas pełno.
„... Po dwóch dniach od modlitwy znikł guz z nogi …”
sobota, 24 stycznia 2009r.
Chcę dać świadectwo miłości Chrystusa, jaką mogłam osobiście odczuć.
7 marca 1994 roku nagle trafiłam do szpitala z wysoką gorączką i okropnymi bólami nóg i rąk, które uniemożliwiały mi poruszanie się. W czasie pobytu w szpitalu moje dolegliwości nie ustępowały, a stosowane leczenie nie dawało żadnych rezultatów. Trwało to ponad miesiąc czasu. Lekarze nie dawali mi już nawet szans na długi życie, wręcz poinformowano mego męża, że może już przygotować się na moją śmierć. Ja jednak nie poddawałam się i próbowałam "żyć".
„… cieszymy się, że nasze dziecko jest naszym wstawiennikiem…”
środa, 26 listopada 2008r.
O tym, że po każdej nawet największej burzy w końcu zaświeci słońce, a czasem i rozkwitnie tęcza na niebie, a woda niesie ze sobą życie spękanej ziemi, wie prawie każdy. Albo, jak ogromne cierpienie okazuje się niesamowitym szczęściem i radością, np. ciężki trud porodu jest zarazem wspaniałym cudem narodzin dziecka, o tym wiedzą matki, które to przeżyły. My natomiast poznaliśmy smak bólu rozłąki długo oczekiwanej kochanej istoty i radość, jaką w tym miejscu wylał na nas Bóg.
"...Od prawie roku nie przyjmuję żadnych leków psychotropowych, ani nawet na uspokojenie...”.
środa, 26 listopada 2008r.
Panie Jezu, oświeć mą duszę i umysł, bym mógł złożyć swoje świadectwo. Amen.
Urodziłem się w 1966 roku w dniu Św. Jana Chrzciciela. W 1969 roku, gdy liczyłem sobie niecałe trzy lata, mój ojciec w wieku trzydziestu lat zmarł na nowotwór. Zostaliśmy tylko z mamą. Moja mama miała wtedy dwadzieścia trzy lata.